Menu

Menu rozwijane dostarczyły profilki

Czytelnicy

piątek, 22 kwietnia 2016

AsianBox

Hej!


Jeśli śledzicie mnie na Facebooku to zapewne wiecie jak walczyłam o AsianBox'a... jeśli nie to już Wam piszę o co chodzi!
Jakiś czas temu (około 2 miesiące?!) dwa sklepy internetowe - My Asia i Azjatycki Zakątek - poinformowały nas na swoich facebookowych fanpejdżach o wspólnych planach, czyli o stworzeniu pierwszego w Polsce boxa z azjatyckimi kosmetykami!
Pewnie domyślacie się jak oczka zaświeciły mi się na myśl o tej cudownej wiadomości?!
Taaak... pomyślałam sobie, że będzie to szał - coś podobnego do limitowanej edycji współtworzonej przez ShinyBox i (moje ukochane) Skin79, pamiętacie? 
Jeśli nie - pisałam o nim TU.

Przed premierą AsianBoxa obie firmy zapowiadały, że owe pudło będzie zawierać 5 PEŁNOWYMIAROWYCH (specjalnie podkreślam) kosmetyków + próbki.
Pierwsza tura pudełek bardzo szybko się rozeszła (ja się wtedy nie załapałam).
Niedługo po tym firmy ogłosiły, że będzie jeszcze 50 dodatkowych pudełek i z racji ogromnego zainteresowania do każdego pudełka dorzucą dodatkowy, szósty produkt - pomyślałam sobie "TERAZ TO JUŻ MUSI BYĆ MÓJ!"
Wyczekiwałam jak szalona godziny 18:00 (bo wtedy boxy miały się pojawić), szybko wrzuciłam do koszyka, zaznaczyłam "płatność za pobraniem", dałam "realizuj" i... klops.
Gdy byłam już pewna, że się nie udało - weszłam na maila i ujrzałam potwierdzenie zamówienia boxa ;p
Cieszyłam się jak dziecko! Teraz wiem, że niepotrzebnie...
ZAWIODŁAM SIĘ... taaak... dlaczego?
Za chwilkę się dowiecie ;)


Moje pierwsze wrażenie, jeszcze przed otwarciem pudełka?!
Już wtedy się przeraziłam... pudełko było niezwykle leciutkie i takie jakieś... biedne.
Samo pudło było takie zwyczajne i gdyby nie ta naklejka (swoją drogą jest to etykieta zaprojektowana przez niejaką Reoa) to pudło byłoby już całkowicie takie "nijakie"...


Gdy boxa otworzyłam, ujrzałam to...
Gdybyście tylko zobaczyli moją minę :'D
Pomyślałam sobie "eee... serio?"
Po pierwsze - miało być 5 (jeszcze raz podkreślam) PEŁNOWYMIAROWYCH kosmetyków + jeszcze jeden dodatkowy!!!
A co dostałam?
Aloes w wersji Pocket - 55 ml, gdzie wersja pełnowymiarowa ma 250 ml, jeden plasterek na nos, mask sheeta, kredkę, pomadkę, piankę i 3 próbki.
Moim zdaniem produktów RZECZYWIŚCIE PEŁNOWYMIAROWYCH jest 3 - pianka, kredka i pomadka.
Ok, gdybym miała się uprzeć to mogłabym zaliczyć maskę do pełnowymiarówek ale miniatura aloesu i plasterek? Naprawdę?
Tak się zastanawiam który produkt miał być tym szóstym, dodatkowym?
Jak box wyglądałby w takim razie bez tego produktu?!
To co jeszcze mi się nie podoba - forma zapakowania (pomijając już samo pudło, a raczej pudełeczko) - w środku zwykła bibułka + folia bąbelkowa... produkty w tym pudełku dosłownie się walały i jakby to wszystko przechylić to zajęłyby 1/4 pudełka ;p
Do tego - żadnej karty informacyjnej o produktach... NIC A NIC.
Czy My Asia i Azjatycki Zakątek mając tyle czasu na przygotowania nie mogli chociażby podpatrzeć jak to wygląda u innych boxów i wziąć z nich przykład?
Wystarczyłaby zwykła karteczka, liścik, cokolwiek...
Aaa, i co mi się jeszcze nie spodobało - w dniu wysyłki (na facebookowym profilu) AsianBox przepraszał wszystkich, że pudełko nie jest idealne, blabla, że dopiero zaczynają... naprawdę?
Na dodatek w dniu gdy pudełka miały dotrzeć do klientów AsianBox zamieścił rozpiskę produktów na swoim profilu - czy tak to ma właśnie działać?
Wiadomo, że nie każdy jeszcze otrzymał pudełko... to miała być niespodzianka...
No cóż.

Poniżej dodaję zdjęcia produktów jakie znalazły się w AsianBoxie:

1. Pianka Holika Holika Prime Youth Black Snail Cleansing Foam, 29,95 zł 


2. Żel aloesowy Holika Holika Aloe 99% Soothing Gel, miniatura - 15,95 zł 


3. Pomadka do ust Holika Holika Desert Time Cherry Red Cupcake Lipbalm, 29,95 zł 



4. Kredka do oczu Holika Holika Jewel Light Waterproof Eyeliner, 32,95 zł


5. Maska w płachcie Holika Holika Makgeolli Brightening Mask Sheet, 8,95 zł 


6. Plasterek na nos Holika Holika Pig-Nose Clear Blackhead Perfect Sticker, 4,95 zł 


7. Próbki 



Pewnie zdążyłyście zauważyć, że wszystkie produkty są z Holika Holika?
Ogólnie żeby nie było - nie mówię, że te produkty są "do niczego".
Żel aloesowy bardzo lubię, mój jest na wykończeniu więc kolejny (mały bo mały...) się przyda, pianka do mycia twarzy to też rzecz u mnie niezbędna, maski w płachcie bardzo lubię a pomadka ma słodkie opakowanie i z pewnością będzie mi służyć :)
Gorzej już z kredką gdyż ich mam nadmiar xD a plasterek na nos... dla mnie trochę badziew ;p

PODSUMOWUJĄC:
Jako boxiara i maniaczka azjatyckich kosmetyków czuję się niezadowolona i niedopieszczona... i to nie przez to, że jestem rozpuszczona jak dziadoski bicz :D
Po prostu brakuje mi tu jakiegoś "WOW" - a podkreślam - było to premierowe pudełko więc moim zdaniem powinno mieć jakiegoś "kopa" na start by zachęcić do kolejnych zamówień.
I gdyby pudełko kosztowało 50 zł to byłbym szczerze zadowolona... a ono kosztowało aż 99,99 zł!
Licząc wszystkie produkty (122,70 zł...) wiele się nie zaoszczędziło a był to niemały wydatek...
Drogie My Asia i Azjatycki Zakątek - mam nadzieję, że weźmiecie do siebie uwagi moje i innych dziewczyn oraz wyciągnięcie z nich lekcje na przyszłość, a Wasze kolejne boxy będą coraz to lepsze - i tego Wam życzę. 
Ja zraziłam się na tyle, że kolejnego boxa NIE ZAMÓWIĘ, ba! Nie zamawiam już żadnych boxów - przynajmniej na jakiś czas :)

Powiedzcie kochane, co o tym wszystkim sądzicie?
Też zamowiłyście AsianBoxa? 
Czekam na komentarze! :**

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Pasta jajeczna na pory - czyli Egg White Jelly Pact od SKIN79

Hej!


Dziś opowiem Wam o nietypowym kosmetyku z koreańskiej (ostatnimi czasy bardzo znanej i jednej z moich ulubionych :) firmy SKIN79!
Dlaczego jest to produkt nietypowy?
Zaraz się przekonacie :D


Owej pasty używam codziennie rano od (mniej więcej) miesiąca więc myślę, że jest to dobry czas bym mogła się na jej temat troszkę wypowiedzieć :)
Pasta przyszła do mnie w uroczym kartoniku (niestety nigdzie nie mogłam go znaleźć jednak możecie zobaczyć go w jednym z moich poprzednich wpisów - LINK)
Jesli chodzi o wygląd opakowania to powiem Wam szczerze, że bardzo mnie urzekło!
Wygląda niczym puderniczka, która idealnie mieści się w dłoni, posiada lustereczko, które jest baaardzo przydatne oraz - co niezwykle miło mnie zaskoczyło - posiada oddzielną, przezroczystą "szufladkę" na puszek (tak samo jak w przypadku Hologram Pearl Pact - niestety akurat wczoraj mi spadł co spowodowało, że szufladka wypadła i ni cholery nie da się jej ponownie zaczepić xD na szczęście jednak nic więcej się nie połamało a puder jest cały... ufff!) a sama pasta miała jeszcze dodatkowe zabezpieczenie - białą piankę, która - tak myślę - chroniła produkt przed wyschnięciem :)



Na paście widać już ślady użytkowania co jest oczywiście nieuniknione :D
Konsystencja pasty jest... bardzo nietypowa.
Jak ostatnio próbowałam wytłumaczyć koleżance jaka jest w dotyku to aż brakowało mi słów :D
Nie jest to typowo miękka, kremowa pasta ani nie jest też całkiem pudrowa... może coś pomiędzy - jest bardzo gładka i aksamitna. 
Jednym słowem - dla mnie - bardzo przyjemna :)



Co mówi o niej producent?


"Egg White Jelly Pact to niezwykle kremowa,
biała pasta stworzona z ekstraktu białka kurzego oraz glinki białej.
Kurze białko zawiera szeroką gamę aminokwasów,
w tym takich, które można dostarczyć tylko zewnętrznie.
Na uwagę zasługuje enzym zwany lizozymem, który powrównywany


jest do naturalnego antybiotyku.

Wykazuje on działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.


Ekstrakt z białka kurzego działa nawilżająco,

zwalcza wolne rodniki, działa przeciwzmarszczkowo,


zawarta w nim cysteina doskonale oczyszcza i zwęża pory.

Biała glinka nadaje się nawet dla cer wrażliwych.


Wyrównuje koloryt skóry. Ma działanie regenerujące i ściągające.

Po użyciu cera jest wypoczęta i promienna.


Pastę wzbogacono o antyseptyczną wodę lawendową,

olejek miętowy oraz kojący wyciąg z rumianku.


Produkt przeznaczony dla każdego rodzaju cery, szczególnie dla osób

borykających się z rozszerzonymi porami 


oraz nadmierną produkcją sebum.

Dzięki unikalnej recepturze pasta nie wysusza skóry, natychmiast ją rozjaśnia,


kontroluje wydzielanie łoju, z czasem zwęża pory.

Można nakładać gąbką lub palcem, na całą twarz lub punktowo,

według potrzeb.

Można używać pod podkład.
Wysoka ochrona UV Protection SPF 50+, PA+++

pojemność : 11 g."

Jest wiele obietnic :)
Jak to "cudowne jajo" sprawdziło się u mnie?
Jak śledzicie mojego bloga to zapewne wiecie, że moje pierwsze podejście do pasty było niewypałem?!
Jak to?
A tak to, że z początku używałam jej ŹLE!

Pomijając, że był to pierwszy tego typu produkt, z jakim się zetknęłam to jeszcze nigdzie nie mogłam znaleźć jakichś szczegółowych informacji na temat jego użytkowania.
Oczywiście jak to ja - napaćkałam sobie pasty na całą twarz, co spowodowało, że wyglądałam jak klaun... na to nałożyłam cushiona i wyglądałam gorzej niż źle :D
Cały mejkap zmyłam a pastę rzuciłam w kąt...
Po jakimś czasie pojawiło się kilka informacji na temat użytkowania pasty (przewspaniałe blogi <3) - między innymi na Kosmetyki Bez Tajemnic.
Kiedy już poznałam "tajniki" stosowania pasty - byłam wniebowzięta! :)

Jak zapewne wiecie mam odwieczny problem z zaskórnikami i rozszerzonymi porami - szczególnie na nosie i w jego okolicach. 
Ta pasta to pierwszy i jedyny produkt makijażowy, który pomógł mi się z nimi uporać!
Ogólnie zauważyłam, że wyciąg z białka kurzego ma dobry wpływ na moją niezwykle kapryśną, mieszaną cerę :)
(Np. Jajka od Tony Moly, o których pisałam w poprzednim poście :)

Teraz tak - ową pastę stosuję jako bazę pod makijaż punktowo, NIE NA CAŁĄ TWARZ a na nos, jego okolice, czasami na środek czoła i brody.
Zwykle nakładam ją palcem po czym dokładnie "blenduję" załączoną gąbeczką (można również beautyblenderem - sprawdziłam - w obu przypadkach jest dobrze).




Tak wygląda mój paskudny nos ;p bez makijażu.
Na twarzy mam tylko kosmetyki pielęgnacyjne, żadnej bazy itp.




Tak prezentuje się pasta nałożona za pomocą paluszka :)



Teraz... blendujemy! :D




I oto jest wklepana pasta - buźka wygląda niezwykle gładko i porcelanowo :)
(Pamiętajcie tylko, żeby nie nakładać jej pod oczy ani w "suche miejsca" na twarzy gdyż może dodatkowo wysuszyć!)



Tak wygląda w połączeniu z BB kremem Orange od SKIN79.





...i w "full makeup" :)
Noska specjalnie nie przypudrowywałam - dałam jedynie na sam czubek troszkę rozśwetlacza :)

Jaka jest moja opinia?
Jak zapewne się domyslacie - ten produkt zaskoczył mnie mega pozytywnie!
Fantastycznie kamufluje wszelkie pory i co najważniejsze - wągry są o wiele mniej widoczne!
Jeśli chodzi o trwałość - bez przypudrowania utrzymuje mat przez kilka godzin co jest moim zdaniem świetnym wynikiem - zwykle mój nos zaczyna świecić się po około godzinie!
Co mnie dodatkowo cieszy - nie przesusza cery, a mam wrażenie, że ja bardziej "uspokaja" - nie zauważyłam by pasta przyczyniała się do powstawania suchych skórek (żeby nie było, że Was oszukuję ale na zdjęciach pewnie widać jak w jednym miejscu na nosie schodzi mi delikatnie skóra - nie jest to przez pastę - to pozostałość po pewnym nieprzyjacielu, którego "wykończyłam" :D) jednak polecam nakładać ją punktowo - w miejsca skłonne do przetłuszczania się, powstawania porów czy zaskórników.
Zapach - co ja mogę o nim powiedzieć?! Nie jestem jakimś specem od zapachów jednak ten z pewnością nie przypomina jaja :D jest taki bardziej... hmm... ziołowy? Glinkowy?
Coś w ten deseń :D
Nie jest to zapach nieprzyjemny i po nałożeniu na twarz staje się praktycznie niewyczuwalny.
Coś za co mogę dodatkowo pochwalić pastę to wysoki filtr przeciwsłoneczny - a jak wiadomo - ochrony przeciwsłonecznej nigdy za wiele! Tutaj mamy aż SPF 50+ PA+++ :)
Komu polecam pastę?
Z pewnością osobom borykającym się z podobnym problemem co ja - wągry/zaskórniki, rozszerzone pory, przetłuszczająca się cera (tłusta, mieszana).
Biała pasta z pewnością również przypadnie do gustu osobom bladolicym - szczerze mówiąc nie wiem jak spisałaby się u osób opalonych lub o ciemniejszej karnacji - jednak śmiem uważać, że po dobrym wklepaniu pasty i nałożeniu kremu BB/podkładu nie byłoby większego problemu - ale jest to tylko moje zdanie ;p

Gdzie ją można kupić? 
Oczywiście na stronie polskiego Dystrybutora SKIN79!
Tutaj macie LINKA - pasta w chwili obecnej kosztuje 99,90 (ze 130,00) - nie jest to mały wydatek jednak uważam, że owy produkt jest bardzo wydajny i podejrzewam, że przy regularnym stosowaniu starczy mi co najmniej na rok! (Data ważności to aż 18 miesięcy od otwarcia produktu :)
Jesli nie chcecie wydać na niego stówki to polecam obserwować Fanpage SKIN79 na Facebooku gdyż tam zawsze informują na bieżąco o promocjach, konkursach, itp.
Mnie samej udało się upolować pastę na promocji -20%! :)

Znacie ten produkt?
Jestem ciekawa Waszych opinii! 
Ślę Wam buziaczka! :**
Do następnego wpisu! :)



sobota, 2 kwietnia 2016

Co nowego w Sephorze? TONY MOLY :)

Hej!


Dziś obiecany post o Tony Moly - czyli - co pojawi się wiosną/latem 2016 w Sephorze i moje zdanie na temat tych właśnie kosmetyków :)

Jesteście ciekawe? 
Zapraszam gorąco do dalszej części wpisu!



Źródło: www.sephora.com

Źródło: www.sephora.com


Zapewne już wiecie, że Perfumerie SEPHORA szykują dla nas nowość na wiosnę/lato 2016 w postaci uroczych, koreańskich kosmetyków marki Tony Moly?!

Powiem Wam szczerze, że byłam lekko w szoku gdy zobaczyłam zapowiedź!
Nie spodziewałam się, że toniczkowe słodziaki znajdą się u nas "na wyciągnięcie ręki" :)
Zwykle zamawiałam je z koreańskiej strony Cosmetic Love lub po prostu z eBay'a :)
Tony Moly można znaleźć również na kilku polskich stronach internetowych z azjatyckim kosmetykami ale niestety (przynajmniej mnie) ceny bardzo zniechęcały...

Czym jest Tony Moly?

Tony Moly jest koreańską firmą kosmetyczną, założoną w 2006 roku, która bezustannie zachwyca swoimi uroczymi opakowaniami w kształcie zwierzątek, owoców, warzyw, jajek czy ust - ale nie tylko!
Kosmetyki Tony Moly bazują na naturalnych składnikach, które nie zawierają parabenów, siarczanów czy ftalanów i - co najważniejsze - kosmetyki Tony Moly nie są testowane na zwierzętach <3
A co jeszcze lepsze - ceny owych produktów zaliczają się do średniopółkowych - więc portfele nie ucierpią :)
Brzmi bardzo zachęcająco, prawda?

TUTAJ znajdziecie katalog Sephory, gdzie na ostatniej stronie jest co nieco o Tony Moly :)

W ofercie Sephory z pewnością znajdą się owocowe kremy do rąk, pomidorowa maseczka, jabłkowy peeling, seria jajeczna, owocowe i króliczkowe balsamy do ust a także pandy (kremy do rąk, sztyfty pod oczy, itp :)
Zastanawiałam się jak Tony Moly w Sephorze będzie wyglądać cenowo i - nie przeraziłam się :D

Z tego co wyczytałam pandy będą kosztować mniej więcej od 35 zł do 49 zł, owocowe balsamy i bananowy krem do rąk 35 zł, pomidorowa maseczka do twarzy 29 zł, enzymatyczny peeling w kształcie jabłka 35 zł, jajeczna seria od 65 zł do 75 zł a króliczy balsam do ust 29 zł, czyli wychodzi na to, że te wspaniałe cudaczki mocno nie spustoszą naszych portfeli!
Super, prawda? :)

Pewnie jesteście ciekawe moich kosmetycznych zbiorów od Tony Moly... :D
Powiem tak - owe cudaki goszczą u mnie już dość długo więc co nieco na ich temat mogę powiedzieć :)
A co takiego posiadam? 



Tony Moly, mgiełka do twarzy Pocket Bunny Mist (wersja różowa do cery suchej - Moist)

Czyli owocowa mgiełka do twarzy o delikatnym zapachu, która ma za zadanie odświeżyć buzię w ciągu dnia i nadać jej zdrowego blasku, można także użyć jej pod makijaż lub spsikać "na".
Wybrałam dla siebie wersję dla cery suchej - ta zawiera ekstrakt z liści baobabu, brzoskwiń, malin i truskawek :)
Zwykle używam jej po zrobieniu makijażu, a w cieplejsze dni zawsze wrzucałam ją do torebki i psikałam buzię w ciągu dnia - jaka to była ulga :D
A zapach? Przecudowny, owocowy!
Nawet mój mężczyzna często pytał mnie - "Gdzie masz tą mgiełkę? Muszę spsikać sobie twarz!" :D
Mgiełką psikam często również pędzle do makijażu by te nie "spijały" zbyt dużo podkładu :)
Uwielbiam ją i mam ochotę wypróbować wersji do cery tłustej - Sleek (zawiera ekstrakt z camu camu, pereł, mango i pomarańczy)
Mgiełkę zamówiłam na eBay'u :)





Tony Moly, BCDATION SPF 30 PA++, czyli krem BB/CC i podkład w jednym (miniatura 20g, kolor 01 Bright Pink)

Teraz trochę mniej słodziaśnie - jeśli chodzi o opakowanie rzecz jasna ;p
Przy którymś z moich eBay'owych zamówień otrzymałam bezpłatną próbkę tego podkładu.
Użyłam raz i postanowiłam zamówić troszkę większą wersję (również na eBay'u) :)
Tak jak wyżej wspomniałam, owy produkt łączy w sobie funkcje kremów BB, CC i ma tworzyć krycie niczym podkład :)
To co od razu mi się spodobało to kolor - niech Was nie myli słowo "Pink" gdyż żadnego różu ja tu nie widzę, a wręcz przeciwnie - uważam go za bardzo ładnego żółtka :)
Owy podkład rzeczywiście ładnie prezentuje się na buzi a krycie ma całkiem dobre!
Efekt jaki pozostawia to zdecydowanie glow/dewy, czy jak kto woli - wiadomo o co chodzi :D
Jeśli jedna warstewka nie radzi sobie z moimi plamkami (potrądzikowymi) na twarzy ale gdy kładę kolejną, punktowo - jest miodzio :)
Jesli chodzi o trwałość - przez cały dzień daje rade! Jedynie po paru godzinach zaczynam się świecić na nosku i czole (ale to normalne, zawsze z pomocą przychodzi mi mój ukochany VIP Gold BB Hologram Pearl Pact od Skin79! :)
Z pewnością nie podkreśla suchych skórek ani zmarszczek, a wręcz przeciwnie - mam wrażenie, że dodatkowo nawilża cerę :)
Coś czuję, że w przyszłości skuszę się na wersję pełnowymiarową (choć jego druga wersja All Master też mnie trochę kusi... :)
Ah, no i ogromnym plusem jest oczywiście SPF :)




Tony Moly, Panda's Dream Brightening Eye Base (czyli rozjaśniająca baza-korektor pod oczy)

O tej bazie już kiedyś wspominałam Wam na blogu > KLIK < - ale się powtórzę :)
W przesłodkim opakowaniu w kształcie pandy kryje się biały sztyft, który ma za zadanie rozjaśniać okolice oczu.
Z pewnością warto zwrócić uwagę na dobrze zabezpieczony produkt - poza "pandzią główką" sztyft chroniony jest dodatkową nakładką - za co duża pochwała dla firmy :)
Niestety nie wyobrażam sobie nakładać jej solo - ze względu na moje ogromne problemy z cieniami pod oczami, które wydają się jeszcze większe przez tzw. "doliny łez", których jestem nieszczęśliwą posiadaczką ;p
Funkcji korektora (w moim przypadku) nie pełni ale jako baza pod korektor spisuje się naprawdę fajnie!
Lekko rozjaśnia i wygładza zmarszczki pod oczami, tym samym przedłużając trwałość korektorów. Zwykle gdy nie przypudruję korektora pod oczami - natychmiast zbiera się on w zmarszczkach... Po zastosowaniu pandy korektor zbiera się tylko minimalnie gdyż same "zmarchy" są wygładzone :)
Jako bazy pod cienie do powiek szczerze mówiąc jej nie próbowałam więc się nie wypowiem (jestem wierna Inglot'owi :) ale chętnie to sprawdzę!




Tony Moly, (od lewej) Panda's Dream White Sleeping Pack (wybielająca maseczka całonocna do twarzy), (od prawej) Panda's Dream White Magic Cream (wybielający krem do twarzy)

Panda's Dream White Sleeping Pack - czyli całonocna maseczka, która ma za zadanie wybielać, wyrównać koloryt cery oraz ją rozświetlić :)
Jak wiadomo - nocą nasza skóra chłonie najwięcej więc taka skoncentrowana, naładowana cennymi składnikami maska wydaje się być świetnym rozwiązaniem!
Owa maska posiada w sobie między innymi wyciąg z lawendy, rozmarynu, pędów bambusa, czarną borówkę, maliny czy czarną porzeczkę.
Pandzia maska ma bardzo delikatny, lekko owocowy zapach i przyjemną, lekką konsystencję.
Sam produkt jest niemal przeźroczysty i bardzo szybko się wchłania - co bardzo mi się podoba gdyż nie zostaje na poduszce - a ja niestety bardzo lubię spać na twarzy :D
Sleeping Pack'a nakładamy przed snem jako ostatni krok wieczornej pielęgnacji - niewielką ilość (raczej taką samą ile nakładamy kremu na twarz) wmasowujemy i delikatnie wklepujemy w twarz, szyję i dekolt.
Rano zmywamy i cieszymy się piękną, pełną blasku cerą :D
Szczerze mówiąc nie używam jej mega regularnie (zakręcony człowiek ze mnie ;p) ale za każdym razem po jej użyciu mogłam zauważyć, że moja cera jest jakby bardziej nawilżona i rzeczywiście wydaje się być jaśniejsza :)
Maska procz tego jest okropnie wydajna i nie mam pojęcia kiedy ją zużyję - ale wcale mnie to nie martwi gdyż samo opakowanie niesamowicie zdobi mi moją parapeto-toaletkę :)

Panda's Dream White Magic Cream
Jest to krem, który ma za zadanie natychmiast nawilżyć, wybielić i rozświetlić nam cerę :)
Produkt posiada lekką, kremową konsystencję, która po wmasowaniu w skórę zmienia się w wodnistą.
Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy na skórze.
Zapach natomiast ma dość specyficzny (przynajmniej dla mnie ;p) i nie wiem za bardzo do czego mogłabym go przyrównać :D może delikatnie mdlący... na szczęście po wchłonięciu się w skórę zapach się ulatnia ;)
Po nałożeniu, wmasowaniu i wklepaniu niewielkiej ilości kremu (na twarz, można również w szyję i dekolt) można zauważyć, że natychmiastowo rozjaśnia skórę!
A to zapewne za sprawką Niacynamidu, (czyli inaczej witamina B3, która ma między innymi właściwości wybielające) który jest zawarty w składzie :)
Krem przyjemnie nawilża i bardzo dobrze współgra z podkładami czy kremami BB - jedyny minus to brak SPF ale ja zazwyczaj nakładam krem/bazę z filtrem na krem lub mieszam ze sobą obydwa.
Wszystkie pandy zamówiłam na Cosmetic Love :)



Tony Moly, (od lewej) Appletox Smooth Massage Peeling Cream (peeling enzymatyczny), (od prawej) Tomatox Magic White Massage Pack (maska rozjaśniająca)

Appletox Smooth Massage Peeling Cream - czyli po prostu peeling enzymatyczny zamknięty w opakowaniu w kształcie zielonego jabłuszka :)
Ten właśnie peeling był moim pierwszym azjatyckim enzymatykiem - w działaniu bardzo przypomina Crystal Peeling od Skin79 (pisałam o nim TUTAJ) - jedyne co je różni to sposób użycia gdyż Skinowy peeling (od momentu nałożenia go na twarz) non stop masujemy do uzyskania "wiórków" niczym z gumki do mazania :) jabłkowy peeling natomiast nakładamy (również) na suchą i oczyszczoną buzię, masujemy około 1-2 minuty a następnie pozostawiamy na około 30 sekund. 
Po tym czasie zmywamy peeling letnią wodą :)
"Jabłuszko" posiada w sobie między innymi wyciąg z zielonego jabłka (nie przez przypadek :D), który zawiera w sobie kwasy AHA, magnez, żelazo, jak i również witaminy A, E, C, B1 i B6.
Moja cera jest po nim gładka, wyraźnie oczyszczona i jednocześnie nie jest podrażniona gdyż peeling mimo swoich złuszczających właściwości jest bardzo delikatny :)
A zapach? Jest prawdziwie jabłkowy!



Tak peeling prezentuje się na mojej dłoni - na drugim zdjęciu jest po dwuminutowym masażu :)

Tomatox Magic White Massage Pack - czyli "pomidorkowa" maska do twarzy, która ma za zadanie nawilżyć, odżywić, wygładzić, odmłodzić i oczywiście rozjaśnić twarz :)
Tomatox posiada w sobie między innymi wyciąg z pomidora (:D), cytryny, baicha i houstonii.
Jak jej użyć?
Na uprzednio oczyszczoną i osuszoną cerę nałożyć maseczkę, następnie masować przez około 1-2 minuty.
Po masażu pozostawić na skórze przez około 5-10 minut po czym zmyć letnią wodą a samą maskę można stosować 1-2 razy w tygodniu.
Powiem szczerze, że byłam mile zaskoczona działaniem tej maski - rzeczywiście moja cera była gładsza (jeszcze lepszy efekt po uprzednim użyciu Appletox'a :), bardziej nawilżona i... jaśniejsza!
Mimo, iż nie przepadam za maskami, które trzeba potem zmywać (leniuch ze mnie ;p) to ta maseczka jest jedną z moich ulubionych :)
Jej zapach pomidora nie przypomina - moim zdaniem jest typowo "kosmetyczny" ale delikatny.
Appletox i Tomatox kupiłam na eBay'u :)




Niestety zdjęcie idealnego efektu nie oddaje :(
Pierwsze zdjęcie jest prosto po nałożeniu, drugie po minutowym masażu, trzecie natomiast po zmyciu (po pięciu minutach)




Tony Moly, (od lewej) Egg Pore Blackhead Steam Balm, (w środku) Egg Pore Tightening Cooling Pack, (od prawej) Egg Pore Silky Smooth Balm 

Egg Pore Blackhead Steam Balm - jest to dość specyficzny produkt, który ma zapewnić dogłębne oczyszczenie porów, tym samym pozbycie się wszelkich zaskórników!
Olejowy żel zamknięty w białym jaju posiada w sobie bogate w składniki odżywcze elementy jaja kurzego, które ma silne działanie przeciwzapalne.
Oleisty żel posiada w sobie małe kuleczki, których zadaniem jest pozbycie się martwego naskórka oraz nadmiaru sebum.
Owy produkt przeznaczony jest do "problemowych miejsc", czyli tam gdzie mamy rozszerzone pory, zaskórniki itp ;p
Ogółem mówiąc - na strefę T :)
Ja największy nacisk kładę na nos - gdzie najwięcej zaskórników i rozszerzonych porów.
Niewielką ilość nabieramy na paluszek i nakładamy w miejsca problematyczne.
Następnie masujemy przez około 2-5 minut po czym zmywamy letnią wodą.
Z tego co mi wiadomo, jajo można stosować nawet codziennie (ja to robię 1-2 razy w tygodniu)
Czy widzę efekty?
Z początku jaja częściej stały i ładnie wyglądały niż były używane xD nie wiem czy to przez moje lenistwo czy zapominalstwo - jednak gdy stosowałam je "od święta" to efektu nie było widać.
Od jakiegoś czasu staram się używać jajek regularnie (tak jak wcześniej pisałam - parę razy w tygodniu) i rzeczywiście zauważyłam, zmianę :)
Oczywiście jeszcze nie pozbyłam się wągrów całkowicie ale jest ich zdecydowanie mniej - mam wrażenie, że po intensywnym masażu olej-żel jakby "wyciaga" zaskórniki na zewnątrz (pod wpływem masażu skóra jest rozgrzana więc do tego otwierają się pory - dzięki czemu są dogłębnie czyszczone)
Wyciąg z jaja kurzego chyba ma na mnie bardzo dobry wpływ - widzę to także po jajecznej paście Skin79, której nauczyłam się w końcu używać xD
Jednym słowem - jestem na TAK! Tylko trzeba pamiętać - aby były efekty należy być systematycznym! :)
Zapach białego jaja jest cudowny - pachnie cytrusami i kojarzy mi się z orzeźwiającą lemoniadą :)

Egg Pore Tightening Cooling Pack 
Jest to drugi etap - zaraz po masażu żelowym olejem.
Po "otworzeniu" i oczyszczeniu porów należy pamiętać aby je zamknąć - tu z pomocą przychodzi chłodząca, zwężająca pory maska (która ma przyjemną konsystencję musu-pianki :) w formie jajeczka w kolorze cielistym.
Maska zawiera w sobie między innymi wyciąg z jaja kurzego, przeciwutleniacze, witaminy A, B, E, minerały, olej kameliowy, glinki kaolin, bentonit oraz formułę Selemix AN.
Jak używać jaja?
Na uprzednio oczyszczoną, osuszoną cerę - w miejsca które wcześniej masowałyśmy olejowym żelem - nakładamy maskę i pozostawiamy na około 15-20 minut.
Następnie zmywamy ciepłą wodą.
Maska w międzyczasie zastyga powodując u mnie delikatne łaskotanie :D
Widocznie ściąga uprzednio rozszerzone pory dzięki czemu pory stają się mniej widoczne.
W moim przypadku nie powoduje nadmiernego ściągnięcia ani przesuszenia - skóra wygląda na czystą i gładką :)
Zapach ma dziwny, taki glinkowy ale nie jest mocno odpychający.
Sądzę, że fantastycznie współgra z olejowym żelem i jest wręcz niezbędny po oczyszczaniu porów!

Egg Pore Silky Smooth Balm 
Po oczyszczeniu i zwężeniu porów czas na makijaż!
A w tym pomóc nam może baza pod makijaż zamknięta w złotym jaju :)
Owa baza jest ostatnim "jajecznym" krokiem.
Ma ona wypełnić pory, zamaskować wszelkie niedoskonałości oraz kontrolować wydzielanie sebum (dzięki olejkowi kameliowemu), tym samym przedłużając trwałość makijażu.
Baza polecana jest cerom tłustym - ja zwykle nakładam ją na strefę T :)
Baza ma bardzo przyjemną, gładką i kremową konsystencję, która jeszcze przyjemniej rozprowadza się po twarzy. 
Makijaż nałożony na nią wygląda bardzo dobrze - podkład czy krem BB nie warzy się, nie podkreśla suchych skórek i do tego przyjemnie pachnie - podobnie jak białe jajo - cytrusowo :)
Minusem jest jedynie brak SPF...
Wszystkie trzy jajeczka kupiłam kiedyś w zestawie na Cosmetic Love :)


Tak jajeczka prezentują się na mojej dłoni - (od lewej) Egg Pore Silky Smooth Balm, (w środku) Egg Pore Tightening Cooling Pack, (od prawej) Egg Pore Blackhead Steam Balm 



Podsumowując:
Produkty Tony Moly to nie tylko słodkie i urocze opakowania a kosmetyki o bardzo dobrym działaniu!
Bardzo się cieszę, że owe koreańskie cudeńka pojawią się w Perfumeriach Sephora i szczerze nie mogę się doczekać kiedy to nastąpi! :)
PS Zajrzyjcie koniecznie do katalogu z nowościami Sephory gdyż to nie jedyna nowość, która ma pojawić się na wiosnę/lato 2016!

Mam nadzieję, że mój wpis pomógł choć trochę "przybliżyć" Wam toniczkowe produkty :)
Może skusicie się na któregoś słodziaczka? 
A może już macie w swoich zbiorach Tony Moly?
Czekam na komentarze! 
Buziaki :***