Menu

Menu rozwijane dostarczyły profilki

Czytelnicy

środa, 11 stycznia 2017

Rozgrzewająca maska z sezamem - SkinFood Black Sesame Hot Mask

Hej!


Witajcie moi kochani, nie było mnie tu długo i póki co nie zapowiada się, że ulegnie to zmianie... :(
Różne sprawy życia codziennego dosłownie zwalają mi się na łeb, nie jestem w stanie być tu na bieżąco. Jeśli już o czymś piszę to robie to z przyjemnością, nie wyobrażam sobie pisać postów na siłę o "byle czym".
Dlatego mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe gdyż obiecuję, że wrócę gdy wszystko sobie "poukładam" i wreszcie będę miała czas na takie przyjemności jak prowadzenie bloga :)
Ale jeśli już tu dzisiaj jestem to oczywiście nie po to by Wam ględzić!
Tym razem opowiem Wam o pewnej masce marki SkinFood - ową maskę dostałam będąc na blogerskim spotkaniu "Hello Asia!" (O spotkaniu pisałam TU:))







Poniżej wstawiam opis producenta


"Ta wysoce nawilżająca maska ​​rozgrzewająca zapewnia głębokie oczyszczenie    skóry z efektem termicznym palonej soli i cukru granulowanego.    odżywcze nasiona czarnego sezamu pozostawiają skóre miękka i gładka."




Sposób użycia + skład





Produkt (zanim go otworzyłam) był zabezpieczony przeźroczystą folią, posiada również - jak na azjatyckie kosmetyki przystało - dodatkowe zabezpieczenie w postaci nakładki, które znajduje się pod wieczkiem.






Maska ma konsystencję gęstej mazi (nie brzmi to przyjemnie xD), która zawiera w sobie drobinki w postaci sezamu i (chyba?) cukru.
Zapach kojarzy mi się z plasteliną Play-Doh (chyba dobrze napisałam, jak nie to mnie poprawcie:D)







Jeśli chodzi o zastosowanie...

Maskę nakładam na oczyszczoną wcześniej i zwilżoną twarz (używam jej mniej więcej raz w tygodniu), następnie wykonuję delikatny masaż przez kilka minut.
Maska ta baaardzo przyjemnie rozgrzewa... co za tym idzie - otwiera pory a drobinki świetnie je oczyszczają.
Konsystencja jest na tyle gęsta, że nie spływa z buzi :)
Po kilkuminutowym masażu zmywam maskę letnią wodą, po czym przecieram twarz tonikiem (potem kremy, blabla;p)
Po użyciu maski cera wygląda na zdrową i pełną blasku. Jest wyraźnie oczyszczona i głada jak pupa niemowlaka :) i mimo swoich działań oczyszczająco-peelingujących maska pozostawia skórę nawilżoną co jest kolejnym plusem :)






Podsumowując...

...maskę SkinFood mogę śmiało stwierdzić, że jest świetnym kosmetykiem, szczególnie dla cery tak problematycznej jak moja - a zmagam się z niedoskonałościami i czasem... trądzikiem, który zawsze pojawia się po odstawionych sterydach;/
Myślę, że świetnie sprawdzi się na cerach tłustych, mieszanych, normalnych - ciężko mi się wypowiedzieć jedynie o cerach suchych/wrażliwych/naczynkowych - efekt rozgrzania z dodatkowym peelingiem mógłby je niestety podrażnić ale są to tylko moje przemyślenia :)

Tak jak wcześniej wspominałam, maskę dostałam podczas spotkania "Hello Asia!" jednak jeśli macie na taką maskę ochotę to śmiało możecie nabyć ją na polskich stronach z kosmetykami azjatyckimi, takich jak: 

SingaShop (ten sklep był jednym ze Sponsorów spotkania "Hello Asia!" i sezamowa maska jest właśnie od nich :) <3), RubiShop, Azjatycki Zakątek, Asian Store



Dajcie koniecznie znać czy znacie tę maskę, a może Was zainteresowała?
Piszcie rownież o Waszych ulubionych maskach, chętnie poczytam!
Buziaki i do zobaczenia... za jakiś czas :)









wtorek, 15 listopada 2016

HAIRVITY - Miesięczna kuracja moich włosów

Hej!


Dzisiaj opowiem Wam o pewnym specyfiku do włosów, a raczej o suplemencie diety, który ma za zadanie polepszyć stan włosów :)



Mowa o Hairvity - dostałam propozycję przetestowania owego produktu - pomyślałam sobie - czemu nie?!
Akurat moje włosy były w opłakanym stanie... zniszczone, popalone... (dziękuję kochany fryzjerze <3)
Marzył mi się piękny, chłodny blond.
A co otrzymałam? Siano w kolorze żółto-pomarańczowym z ciemnym odrostem (o którym nie było żadnej mowy!!!)
Wyobraźcie sobie teraz jak wyglądałam po dwóch miesiącach "nic-nie-robienia" z włosami, z moim naturalnym odrostem, niżej ciemnym, a jeszcze nizej... szkoda gadać :D
Nie będę mówić gdzie robiłam te włosy bo po prostu odpuściłam sobie i zapomniałam o całej sprawie... szkoda nerwów (a byłoby o czym opowiadać ;p)

Od Hairvity otrzymałam jedno opakowanie suplementów, które miało starczyć na miesiąc kuracji.
Firmę Hairvity od razu uprzedziłam, iż moje recenzje są do bólu szczere więc jeśli jesteście ciekawi mojej osobistej opinii na temat tego produktu to... zapraszam do dalszej lektury :D




Może na początek napiszę mniej więcej czym w ogóle jest Hairvity?

Jest to suplement diety zawierający w składzie (na drugim miejscu) Kolagen, aminokwasy, oraz składniki takie jak metionina, cysteina, siarka, biotyna, kwas pantotenowy, witamina A, B2, B3, B6, C, skrzyp polny, 
Owa mieszanka ma zapewnić naszym włosom odżywienie od środka, sprawić, że włosy będą gładkie, lśniące, będą rosły szybciej oraz, że nie będą wypadały.
Jedno opakowanie mieści w sobie 60 niebieskich, dość dużych tabletek.
Dzienna dawka to dwie tabletki.
Jeśli chodzi o same tabletki to - tak jak wyżej wspomniałam - są dość spore, czego nie lubię ;p
Połyka się je dość ciężko (przynajmniej w moim przypadku) a po połknięciu odczuwałam dość dziwne uczucie, po czym zazwyczaj mi się odbijało :D haha
Tabletki mają specyficzny zapach... smrodek?!
Alee... przecież nie mają smakować A DZIAŁAĆ, czyż nie? :)




Co mówi o producent?

Hairvity to włosy pełne witamin oraz kompleksowo chronione w każdym aspekcie. Nieważne, czy Twoje włosy są zniszczone zmianami hormonalnymi, stosowaniem prostownicy, lokówki, farbowaniem. Każdy zły efekt możesz łatwo zastąpić dobrym – wystarczą 2 kapsułki dziennie pełne witamin i mikroelementów zawartych w Hairvity!
(więcej informacji od producenta na stronie HAIRVITY)


Tak moje włosy wyglądały zanim zaczęłam kurację...




Niestety mam tylko takie zdjęcie... jak widać SIANO NA MAXA :P
Już myślałam, że nic ich nie uratuje :(


A tak wyglądały na początku kuracji i po przefarbowaniu ich na brąz (to była chyba najlepsza decyzja w moim życiu! Blond odpuściłam już sobie na dobre)
Włosy są po umyciu i wysuszeniu (użyłam również odżywki)



Z fleszem

Poniżej moje kłaczki na samym końcu kuracji 

Na tych zdjęciach są po umyciu i wysuszeniu.
Nie dawałam żadnych odżywek (!) ponieważ właśnie miałam zamiar odświeżyć kolor i zrobić odrost a wcześniej użyłam suchego szamponu więc... eh sami wiecie :D


Z fleszem

A tu już efekt końcowy

Włoski pofarbowane, umyte, wysuszone, z odżywką i leciutko wyprostowane prostownicą.




Z fleszem

Podsumowanie

Z początku byłam średnio p
rzekonana... szczerze? Myślałam, że moich włosów już nic nie uratuje :D
Jakie efekty zauważyłam?
Oprócz tego co sami widzicie to szczerze mogę powiedzieć, że Hairvity naprawdę mi pomogły!

Przed kuracją
Po pierwsze - na pewno włosy wyglądały już trochę lepiej po samym farbowaniu. Takie "złudzenie" zdrowszych włosów :D
Jednak w dotyku nadal były dość tępe i suche.
W międzyczasie podcięłam sobie sama delikatnie końcówki, bo nie oszukujmy się - tych końcówek akurat już nic by nie naprawiło a wyglądały bardzo nieestetycznie.
Jeśli chodzi o moją pielęgnacje włosów przed i w czasie kuracji - niczego nie zmieniałam.
Standardowo - dwa razy mycie, odżywka bądź maska, na końcu jakiś olejek po wysuszeniu - i tyle!

Już w połowie kuracji zauważyłam, że moje włosy w końcu zaczęły LŚNIĆ!

Czego przedtem nie było - były matowe jak nie wiem...
Nawet mój chłop zauważył zmianę (a z tym jest ciężko :D) więc dla mnie to jeden z największych dowodów, że coś tam podziałało :D
Poza tym, że włosy stały się miłe w dotyku, błyszczące i ogólnie mocniejsze to zauważyłam również (ale to pod sam koniec kuracji) mniejsze wypadanie!
Nie było to jakieś spektakularne lecz dla mnie liczy się w tej chwili każdy włos bo bałam się, że będę łysa... wcześniej włosy wypadały mi garściami a teraz zwyczajnie - dziennie zostaje kłębek na szczotce :)

Babyhair niestety nie zauważyłam - (choć producent chyba nawet nic o tym nie wspominał lecz cicho na nie liczyłam :)) może przy dłuższej kuracji nowe włoski by powychodziły?

Szybszy porost włosów? 

Mój miesięczny odrost wyglądał standardowo więc wnioskuję po tym, że rosną normalnie.

Na stronie producenta czytałam, że aby dostrzec spektakularne efekty należy stosować tabletki przez trzy miesiące więc tym bardziej jestem ciekawa co by było gdyby...
Czy kupię kolejne opakowania?
Z pewnością tak! Nie jestem pewna czy teraz ponieważ mam trochę inne wydatki (poza tym idą Święta, łaaa! :D) lecz w przyszłości kupię na pewno.

Jaka cena?
Na stronie Hairvity można kupić jedno opakowanie za 59,00 zł, 3 opakowania za 177,00 zł i 6 opakowań za 354,00 zł.

Czy polecam?
Na pewno polecam spróbować - na moje mega zniszczone kłaki podziałały :)
Choć wydaje mi się, że 3 miesięczna kuracja mogłaby przynieść lepsze efekty niż miesięczna.

Moja ocena ogólna produktu to 8/10 - punkty odjęłam za to, że nie dostrzegłam babyhair i nie zauważyłam szybkiego porostu włosów.
Ale ogólnie jestem na TAK gdyż głównie zależało mi na tym by włosy wyglądały na zdrowe i mniej wypadały.


Na dzisiaj tyle, moi kochani!
Dajcie znać czy znacie Hairvity! Może również stosowaliście?
Albo polecacie coś zupełnie innego?!

Buziaki! :**

niedziela, 6 listopada 2016

Mega haul COLOURPOP!


Hej!


Nareszcie przychodzę do Was z tym postem! Aż sama nie mogłam się doczekać :D
Niestety jestem dość mocno przytłoczona sprawami codziennymi ale... myślę, że lepiej późno niż wcale :)


Dzisiejszy wpis będzie zbiorowy (łącznie były to 3 paczuszki + 3 pomadki, które miałam już wcześniej ;p), jednak dotyczący tylko i wyłącznie kosmetyków amerykańskiej marki ColourPop :)

Markę ColourPop odkryłam całkowicie przypadkiem na YouTube, poszukując tańszych zamienników pomadek od Kylie Cosmetics.
Z początku skusiłam się na trzy kolorki płynnych matowych pomadek, które zamówiłam na stronie House of Beauty - jest to polsko/angielski sklep internetowy z kosmetykami przeróżnych amerykańskich marek, między innymi oczywiście ColourPop :)
Na HoB jedna taka przyjemność kosztuje około 40 zł.

Jakiś czas później dowiedziałam się, że ColourPop zaczął wysyłać na cały świat!
Jedyny minusik to... koszt wysyłki ;p ekhem,,, $25 :D
Oczywiście nic ani nikt nie mogł mnie powstrzymać przed złożeniem zamówienia tym bardziej, że akurat trwała promocja - im więcej kupisz tym więcej pomadek w prezencie otrzymasz!
Jak to ja - wszystko bardzo dokładnie sobie przekalkulowałam i wiecie co?
O dziwo wyszło o wieeele korzystniej niż gdybym zamawiała z polskiej strony...
Więc nawet koszt wysyłki nie był taki straszny - pomyślcie też o tym, że na przykład na HoB (jak wspomniałam wyżej) jedna pomadka kosztuje jakieś 40 zł a na oficjalnej stronie $6 :)

No ok... więc zrobiłam pierwsze zamówienie na ColourPop.
Czekałam jakiś... tydzień?! Wow! Szczerze nie spodziewałam się aż tak szybkiej wysyłki!
Jednak jak zwykle w moim przypadku - musiało być jakieś ALE
Owszem, zamówienie otrzymałam ale NIE MOJE! :'D

Sytuacja jednak szybko się wyjaśniła. Szybciutko napisałam do Obsługi Klienta CP, odpowiedź dostałam w ciągu jakichś 2-3 dni. Z ich odpowiedzi wynikało, że po prostu doszło do pomyłki a MOJE produkty zostaną mi jak najszybciej wysłane BEZ ŻADNYCH DODATKOWYCH KOSZTÓW!
Powiem Wam szczerze, że takie podejście do klienta mega mnie satysfakcjonuje co powoduje jeszcze częstsze zakupy haha :D

Dobra, kochani! Nie zanudzam już Was bo pewnie jesteście bardzo ciekawi moich łupów :D
Ci, którzy mają mnie na snapie (xxgingergirlxx) widzieli mój haul dużo wcześniej więc zapraaszaaam do obserwowania :)


A OTO I MOJE CUDEŃKA :D



Na pierwszy ogień idą płynne matowe pomadki Ultra Matte Lips :)


Tutaj jeszcze nie zdążyły wyschnąć ;p 
 KOLORY, od lewej: Limbo, Love Bug, Bumble, Beeper, Trap, Time Square, Midi, Vice.


Co mogę Wam o nich powiedzieć... od jakiegoś (dłuższego) czasu zaczęłam ubóstwiać matowe pomadki a ColourPopy między innymi są moimi faworytami!
Jakie są ich zalety? Na pierwszym miejscu stawiam na TRWAŁOŚĆ. 
W moim przypadku (z jedzeniem i piciem) spokojnie wytrzymują na ustach do kilku godzin.
"Zjadają" się delikatnie od środka, równomiernie. Nie polecam jedynie dokładania pomadki ponieważ zrobi Wam się wtedy skorupa.
Najlepiej zmyć pomadkę całkowicie i pomalować na nowo,
Owe pomadki dają na ustach całkowicie matowe wykończenie, beż żadnych drobinek i innych dupereli ;p
Jakieś minusiki? Jak każda matowa pomadka - wysusza usta więc radzę je dobrze wypielęgnować :)
Mam jeszcze parę drobnych uwag/dobrych rad co do ich użytkowania:

Zanim zaaplikujecie którąś z tych pomadek na usta, otrzyjcie ich nadmiar z pacynki i nałóżcie w mniejszej ilości gdyż bedzie to po prostu wyglądać na ustach lepiej :)
Pomadki są meeega płynne, lepiej trzymać je w pozycji pionowej!
Bardzo szybko zastygają - trzeba uważać! A zapach? nie wyczuwam żadnego :)

Ultra Metallic Lips, Ultra Glossy Lips, Ultra Satin Lips



A tu z kolei mam po jednej z reszty rodzajów płynnych pomadek - pomadkę metaliczną, błyszczyk i pomadkę satynową.
I od góry możecie zobaczyć kolory: Lights Out (metaliczna), Echo Park (satynowa), Lyche Mee (błyszczyk)


Jeśli chodzi o pomadkę metaliczną - ma ona raczej matową konsystencję.
Nie wiem do końca jak z trwałością ponieważ nie miałam jej na sobie dłużej niż parę minut :D
Myślę, że jest to odcień dość specyficzny - wzięłam ją na wyjątkowe okazję i myślałam także o używaniu jej jako cień do oczu bądź liner :)
Satynowa pomadka ma to do siebie, że nie wysusza ust. Matowego wykończenia nam nie daje, tak jak sama nazwa wskazuje - zostawia na ustach wykończenie satynowe.
Niestety jest przez to mniej trwała od swoich matowych sióstr i robi jeszcze to czego nie cierpię - zostawia ślady na kubkach, szklankach itp :P
A błyszczyk? Nie urzekł mnie niestety niczym... zwykły klejuch :P i do tego zerowe krycie :(


Lippie Pencil, Lippie Stick 



Czyli konturówka i pomadka :D


Kolory, od góry: Wet (konturówka), Trust Me... (pomadka)
Konturówkę wzięłam w odcieniu Wet gdyż jest ponoć zamiennikiem Stone z MACa :D
A czerwona pomadka... akurat była w tym nie-moim zamówieniu jednak jej formuła, pigmentacja i sam kolorek... powaliły mnie :D
Rzadko noszę się w czerwieniach jednak mam swoje "małe grono" na szczególne okazje :)
Jeśli chodzi o trwałość jest ok jednak Ultra Matte nie przebije NIC!


Brow Pencil


Kolor: Dope Taupe
Czyli po prostu kredka do brwi ze szczoteczką :)
Kolorek jest niby uniwersalny, jednak dla mnie jest zbyt ciepły... niestety :(



Highlighter



Roooozświetlacze! Czyli to co kocham najbardziej! :D
Ah... mają tak cudowną konsystencję, że aż nie potrafię jej dokładnie opisać.
Nie jest ani kremowa ani pudrowa... raczej coś pomiędzy :) a pod paluszkiem... rozpływa się jak masełko! Kocham! <3
Owe rozświetlacze spisują się cudownie jako baza pod rozświetlacz pudrowy - gwarantowany meega blask i przepiękna tafla.
Nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam taki efekt! Najlepiej błyszczeć tak bardzo by zobaczyli mnie nawet w kosmosie xD



Kolory, które posiadam to (od góry) Might Be i Flexitarian.
Do mojej karnacji najlepiej sprawdza się Flexitarian (w połączeniu z Goldem z Lovely jest miodzio!) za to Might Be świetnie wygląda na powiekach :)



Shadows & Pigments
Kathleen Lights - Where The Light Is?




...i moje ostatnie cudeńko - zestaw czterech cieni stworzonych przy współpracy z youtuberką Kathleen Lights :)
Cienie są cudowne, jedyne w swoim rodzaju - w konsystencji bardzo przypominają rozświetlacze.
Dzięki tej wspaniałej konsystencji bardzo przyjemnie się z nimi pracuje - blendowanie to czysta przyjemność :)






Jestem przyzwyczajona do paletek jednak ta forma (choć jest to troszkę bardziej czasochłonne... odkręcanie, zakręcanie, blablabla...) też ma swój urok a opakowanie jest słodkie :)
Pigmentacja tych cieni jest boska, szczególnie odcień Kathleenlights!
Za jednym pociągnięciem paluszka otrzymujemy niesamowicie duże krycie.
Wracając do formy opakowania cieni - przez to, że cienie mają konsystencję "masełka" muszą być szczelnie zapakowane więc paletka nie wchodziłaby tu w grę.
Sam producent pisze o tym by dokładnie zakręcać słoiczki ponieważ w przeciwnym wypadku cienie wysuszą się a ich czar pryśnie,,,
Przez swoją "masełkowatość" cienie nie osypują się a ich trwałość jest bardzo dobra - ja zawsze używam bazy z Inglota a cienie "siedzą" na niej cały dzień :)
Kolory od góry: Glow, Cornelious, Kathleenlights, Blaze.


A tu swatche wszystkiego :D prócz cieni




PODSUMOWUJĄC markę ColourPop uważam ją za jedno z moich odkryć roku!
Większość produktów od CP to moje must have :D matowe pomadki kocham nad życie a rozświetlacze i cienie to także produkty, które zostaną u mnie na baardzo długo, jak nie na zawsze :)
Polecam Wam z całego serduszka zakupy na ich oficjalnej stronie www.COLOURPOP.com ponieważ znajdziecie tam PEŁNĄ OFERTĘ ich kosmetyków (na polskich stronach nie dość, że jest mały wybór w kolorach to w dodatku ciągle wszystko wyprzedane... I DWA RAZY DROŻSZE!)
Poza tym ColourPop co rusz organizuje rożne promocje (polecam śledzić ich na fb i snapie) a teraz CP ogłosili DARMOWĄ WYSYŁKĘ NA CAŁY ŚWIAT DO KOŃCA ROKU 2016 na zakupy w cenie $50 i w górę, a poniżej $50 za bodajże $9 :)
Wszystko cudnie, pięknie ale istnieje jeden haczyk.
Mnie się to ani razu (w przypadku CP, w Kylie Cosmetics już niestety tak...) nie zdarzyło jednak trzeba mieć na uwadzę, że jest to paczuszka z USA i mogą zatrzymać ją celnicy, w skutku czego zarządają od nas zapłacenia VAT :(
Najlepiej zanim złożycie zamówienie przeliczcie sobie wszystko na spokonie (i czekajcie na promocje :D)
Te zakupki z pewnością nie będą moimi ostatnimi (niech tylko coś pojawi się w portfelu...;p) a w koszyczku już czeka na mnie parę perełek, haha :D


Kochani! To jeszcze nie wszystko!
Na moim INSTAGRAMIE czeka na Was rozdanie, w którym każdy z Was może wygrać jedną z czterech pomadek COLOURPOP!
Rozdanie trwa do 01.12 a wyniki ogłaszam... w Mikołajki :D
Także ten... zachęcam wszystkich do wzięcia udziału! :**


A do wygrania są takie kolorki (od góry): Limbo, Love Bug, Echo Park, Lights Out
                                       

A to moja modelka Cici xD Nie daje mi spokoju nawet przez chwilę :D haha




BUZIAKI!!! :***




poniedziałek, 10 października 2016

Nowości na półkach Miss Sporty!

Hej!



Ja już powróciłam do żywych! Przez calutki tydzień chorowałam na ostre zatrucie żołądka... :(
Dziś już na szczęście czuję się lepiej i szybciutko wracam do pracy!
Ostatnimi czasy trochę sie u mnie działo... między innymi stało się to, że mam w domu nowego kociego lokatora :D
Taka maleńka bida chodziła po ulicy, miałcząco wzywała pomocy... wzięłam ją zatem na rączki, siup! i do domuu :D maluch już zadomowiony, z Nerusiem się nawet polubiła :) Tak, to dziewczynka, na imię jeszcze nie umiem się zdecydować choć mała reaguje na słowo "Cici" xD
A jak tam Wasze zwierzaki? :)

Wracając do tematu postu - jakiś czas temu przyszły do mnie nowości marki Miss Sporty :) 
Pokażę Wam dziś owe produkty oraz mój nieudolny makijaż z tymi produktami w roli głównej!





Całość była uroczo zapakowana w kuferek, jednak niestety... kurier chyba rzucał paczuszką bo kuferek, który do mnie przyszedł był potłuczony od góry a cienie rozsypane... :(
Na szczęście cienie nie rozsypały się całe a z kuferkiem coś wymyślę bo bardzo mi się spodobał i szkoda wyrzucać ;p

Czy nowości wpadły w moje gusta?

Zazwyczaj Miss Sporty omijałam podczas zakupów w Rossmannie i jakoś nigdy do tej marki szczególnie mnie nie ciągnęło... nie wiem czemu ponieważ nigdy nie miałam z nią jakichś nieciekawych przeżyć. Wydaje mi się po prostu, że sięgałam głównie po produkty, które były sprawdzone :)

Co do lakierów - jeszcze nie używałam więc się nie wypowiem ;p
Choć kolorki wyglądają naprawdę zachęcająco :) chętnie przetestuję gdy znajdę chwilę czasu (i CHĘCI ;p)



Cienie choć porozsypywane, dało się się je wyczyścić i nawet dużo zostało :D
Pomimo, że rozcierały się całkiem przyjemnie to ich NIE POLUBIŁAM!
Koszmarnie się osypywały (co zresztą będzie widać na zdjęciach... prawie cała twarz jest w wielkich drobinach;p) pigmentacja nie powala a co do trwałości - taka "se".
Po kilku godzinach zaczęły znikać, choć możliwe, że przy użyciu dobrej bazy będą trzymać się lepiej (do testów specjalnie użyłam jako bazy tylko trochę korektora i pudru)



                                                        


Tusz jest moim zdaniem bardzo okej!
Bardzo lubię silikonowe szczoteczki - jest szansa, że mniej się pobrudzę a do tego jestem mega zdolna :D
Dosyć fajnie rozdziela rzęsy i nie osypuje się w ciągu dnia :)



I ostatnie - kredki. Moim zdaniem najfajniejsze :)
Bardzo mięciutkie, fajnie napigmentowane (jedynie granatową trzeba przejechać parę razy)
Na moich oczkach kredka trzymała się cały dzień, bardzo na plus!


                                                   
Tak wyglądał mój makijaż przy użyciu produktów Miss Sporty (cienie - druga paletka z brązami, kredka - Brown Designer i tusz)


Wiem, że nieudolnie trochę i krzywo ale będziecie mi musieli to wybaczyć :D

Nowości, które Wam pokazałam możecie już znaleźć na półkach w Rossmannie :)


MISS SPORTY - BARDZO DZIĘKUJĘ ZA MIŁĄ NIESPODZIANKĘ! :)
Ja i kicia ślemy wszystkim całusy! :***

PS Za jakiś czas będę szykować dla Was post o moich wszyyystkich produktach marki ColourPop! <3 Ostatnio zrobiłam coś w stylu "unboxing" ColourPopów na moim snapie więc warto mnie śledzić ;) (xxgingergirlxx)